Kuchnia Ślonzoka

...now browsing by category

Sam znojdziecie przepisy na roztomajte potrawy i dania z kuchni ślonskij i niy ino!
Mosz fajny przepis? Przislij go do nos, adres znojdziecie na samym dole zajty
w tymacie emilka dejcie: „kuchnia slonzoka”

 

Świonteczne przepisy Małego-Andy

środa, Grudzień 23rd, 2009

Kapusta ze grochym.

Potrzebujymy (przepis na 6 porcjów):

- pół kilo kapusty kiszonyj

- szolka suszonego grochu

- 3 kartofle

- średnio cebula

- 3 łyżki masła

- sól

- pieprz.

Groch zaloć 3 szolkami zimnyj wody, łodstawić na cało noc.

Nastympnego dnia warzyć w tyj samyj wodzie, we keryj sie moczył aż bydzie miynki, do smaku dodac sól i pieprz. Groch przeciś bez sitko abo zmiksować (groch może łostać tyż we całości).

Kapusta posiekac na kónski i uwarzyć.

Kartofle łostrugać, uwarzyć i przeciś bez presa do kartofli.

Cebula pokroć i przibrónocić na maśle.

Jak kapusta bydzie miynko, dodać do nij cebula, groch i kartofle.

Wszystko richtich dobrze wymiyszać, prziprawic solóm i pieprzym do smaku.

Smacznego !!!

Kapusta ze grzibami.

Potrzebujymy (przepis na 6 porcjów):

- kilo kiszonyj kapusty

- 5 deko grzibów suszonych

- 10 deko masła

- sól

- pieprz

Grziby umyć, zaloć zimnóm wodóm, łostawić na cało noc.

Kiszono kapusta  wsadzić do tyglika, zaloć wodóm tak, żeby kapusta była cało przikryto. Zawarzyc, potym zmiyjszyć łogyń i warzyć bez dekla dali, kole 30 minut.

Namoczóne grziby zawarzyć we wodzie, we keryj sie moczyły.Wloć razym ze wywarym do kapusty, warzyć dali razym, aż grziby i kapusta bydóm miynke i łodparuje cało woda.

Wloć przibrónocóne masło, doprawić do smaku solóm i pieprzym.

Kapusta wymiyszać i dymfować jeszcze trocha na małym łogniu.

Smacznego  !!!

Makowiec ze lukrym.

Potrzebujymy:

na ciasto:

- 30 deko mónki

- 10 deko pudercukru

- pół kostki masła

- 2 żółtka

- 2 łyżki śmietany

na makowo masa:

- 50 deko maku

- 20 deko cukru

- 5 łyżków miodu

- 5 deko masła

- 2 biółtka

- 1 łyżka kakała

- 20 deko bakaljów (łorzechy,migdały,rodzynki)

Ze mółki, masła, cukru, żółtek i śmietany ugniyść ciasto (we formie kuli),

owinóńc we folja i wsadzić na 30 minut do lodówki.

Mak łopukać, gotować na małym łogniu kole 30 minut, łocedzić na sitku,

zmloć na drobno we maszynce do maku.

Do stopiónego masła dodać mak, kakało, cuker, miód, wszystko wymiyszac, łostawić na małym łogniu 10 minut, durś miyszać.

Wsuć posiekane i opukane bakalje, piana ubito ze biółtek i wszystko wymiyszac.

Zimne ciasto wycióngnóńć ze lodówki, rozwałkować nudelkulóm, wsadzić na blacha i podziurawić widołkóm, podpiyc 10 minut przi 180 C.

Wycióngnóńć ze bratruły, nałożyć makowo masa.

Jeszcze roz wsadzić do bratruły, piyc 45 minut na koniec polukrować.

Smacznego.  Mały(Andy).

Śląska kuchnia na święta i na beztydzień.

środa, Grudzień 23rd, 2009

Śląska kuchnia na święta i na beztydzień.

Kuchnia była kiedyś na Górnym Śląsku najważniejszym pomieszczeniem w domu  tu skupiało się życie całej rodziny. Czasem było to jedyne ogrzewane zimą pomieszczenie w całym domu.

Kuchni, którą zamierzam opisać już nie ma, murowany budynek w którym się mieściła został rozebrany kilka, a może kilkanaście lat temu.

Tu się warzyło (gotowało), prało, biglowało itp.

Wchodzimy do kuchni, po lewej stronie w rogu stoi piec kuchenny zbudowany z biołych kachli, przylegający do dwóch ścian na wierchu blacha gusowo (żeliwna), nad blachą dwa rzędy kafli, żeby się ściana nie fifrała, na ścianie nad piecem na specjalnym wieszaku pokrywki od największej do najmniejszej, obok romka z porcelanowymi pojemnikami na sól, cukier, mąkę, z niemieckimi napisami, niżej ręczny młynek z wygiętą korbką i porcelanowym pojemnikiem na którym wymalowane były na niebiesko holenderskie wiatraki.

Na blasze stoją gusowe garce emaliowane w pojszczodku (wewnątrz) na nich takie same pokrywki do kompletu, nad wlotem do komina wbudowany żeliwny zbiornik do grzania wody, dookoła blachy mesingowy (mosiężny) pręt na takich samych uchwytach. Pod blachą palenisko, a pod nim popielnik z dźwierkami do jednego i drugiego, z drugiej strony pieca bratruła. Przy drzwiczkach do pieca konkastla a nad nią wiszą na hoczykach: hok, łopatka i śmiatek, koło konkastli stała chyba jeszcze ryczka (niski taboret) – wywrócona do gory szłapami ryczka mogła służyć do jazdy po delowce małym dzieciom. Stąd powiedzonko „pojedziesz ryczkom pod łożko”.

Obok pieca i konkastli drzwi do izby, a konsek dalej leżanka.

Na ścianie nad leżanką wisiała makata, która oprócz ozdoby zabezpieczała ścianę przed wycieraniem farby, a zimą izolowała od zimna- ściana nie ziombiła, na leżance można było poleżeć albo posiedzieć, często spały tu po połedniu małe dzieci na oku mamy lub omy czy też odpoczywał gospodarz po robocie. Po prawej stronie leżanki było okno na plac, a w kolejnym rogu kuchni stoł bifyj przy bifeju dźwierze do spiżarki w ostatnim rogu stoł kochtisz i tak objechali my cało kuchnia dookoła nie ruszając się z miejsca od dźwierzi. Na pojszczodku stoł na beztydzień przykryty  ceratom na niedziela heklowanym serwetym i stołki nad nimi lampa z blaszaną osłoną i porcelanowym elementem do obniżania i podnoszenia lampy.

U ciotki Wandy na stole kuchennym była biała marmurowa płyta.

Pod nogami była podłoga z heblowanych niemalowanych desek. W izbach delowka była często malowana ylfarbom (farbą olejną) najczęściej na czerwono zanim nastał jasny orzech, wykładziny, panele itp.

Kuchnia czasem dzieliła się na właściwą kuchnię i na brudną ulokowaną w budynku gospodarczym zwaną waszkuchnia, waszkicha, ciaper kuchnia, ciapersztuba, ciaprowa, parzok w której warzyło się dla gowiedzi i robiło pranie, w balii na waszbrecie- zaś płatki mydlane robiło się strugając szare mydło nożem na drobne wióry.

Dania w kuchni śląskiej na Wielgie Świenta.

Kołocz

Szykowanie do Świąt zaczynało się od kołocza, piekorz zapowiadoł wcześniej kiedy bydzie piekł kołocze i na tyn czas należało kołocz przyszykować. Blachy z surowym kołoczym wiozło się na sonkach, wozku, na tragaczu albo niosło pod parzą (żeby komuś nie przyszło do głowy, że surowy kołocz niosło się pod pachą jak zwiniętą gazetę wyjaśniam- blachę z kołoczym jedną stroną opierało się o biodro, a z drugiej strony trzymało dłonią) od piekarza tak samo, ciepły kołocz tak wonioł (pachniał), że dzieci nie miały cierpliwości donieść go do domu, szkubały go od skraja albo wydziubywały posypki. Piekło się też plecionki z makiem lub cynamonem, oraz rolady z makiem.

Kołocz piekło się z makiem, serem a czasem jeszcze z marmoladą, było to danie na wielkie święta Boże Narodzenie, Wielkanoc, Pierwszą Komunię czasem odpust. Dziś kołocz u piekarza piecze się jeszcze rzadziej bo tylko na wesele. Moda na pieczenie kołocza skończyła się gdy pojawiły się prodiże, baby piekły babki itp. wypieki w domu.

Dziś żona piecze w piekarniku kołocz z jałkami lub z samą posypką, jest pyszny i szybko znika, ale nie jest to, to samo co kołocz weselny upieczony w piekarni.

Kołocz można dzisiaj dostać (kupić) w cukierniach, piekarniach a nawet w sklepach spożywczych w sznytkach lub na woga, też przeważnie bardzo smaczny.

Boże Narodzenie. Szczególnie uroczyście obchodzona jest Wilijo, na kolację (obiado- kolację) przygotowuje się i podaje potrawy których nie widzimy przez cały rok.

Przede wszystkim jest to karp pieczony lub filety, śledzie opiekane w zalewie octowej (brateringi), śledzie w śmietanie, ziemniaki z masłem (sztamfowane)

Kapusta z grzybami

Kompot z banie, kompot z pieczek, teraz Nelka podaje fyrzichy z biksy

Makowka to żymły, mak mielony i gotowany z mlekiem i bakaliami (zamiast bułek może być sztrucla (plecionka, chałka) lub cwibak (sucharki) jak kto lubi.

Moczka warzy się z kompotow: jabłkowego, śliwkowego, z suszonych śliwek do tego dodaje się specjalny piernik świąteczny, orzechy włoskie i laskowe, rodzynki itp. Niektóre gospodynie gotują moczka na wywarze z karpia, inne zagęszczają ją zasmarzką, ludzie mają różne smaki i przyzwyczajenia.

Takie specjały jak konopiotka i siemieniotka jedni nie wyobrażają sobie bez nich Świąt, innym nie przechodzą przez gardło.

Wielkanoc poprzedza Wielki Piątek, a więc ścisły post, dziś je się po prostu dania bezmięsne, pamiętam z dzieciństwa, że u ciotki Wandy w Grobnikach jadłem na śniadanie słonego śledzia z beczki i pelkartofle (ziemniaki w mundurkach) i to było wszystko na cały Wielki Piątek.

Na Wielkanoc daniem szczególnym jest biała kiełbasa na śniadanie świąteczne i gotowane na twardo jajka, po ugotowaniu moczom sie w zalewie przygotowanej z łupin cebuli i kminku,

Poza tym dania jak na niedzielę, plus kołocz z syrem i z makiem, torty z kremem lub bitą śmietaną, galaretki owocowe i tym podobne szpajzy.

Kruszonki służą przede wszystkim do ozdoby, ale można też je zjeść podczas świąt lub po świętach.

Kiedyś wypiekało się w specjalnych rozbieralnych formach baranki i zajączki lukrowane lub obsypane pudercukrem ozdabiały wielkanocny stół.

Kluski, rolada i modro kapusta do tego zołza

- to najbardziej znane śląskie drugie danie, poprzedza je nudelzupa z kury, a do kompletu należy jeszcze kompot, często z krałzy (słoika) zaprawiany z wiśni, cześni, wiepszkow, johanysberow, jabłek zimą z banie (dynia) albo pieczek (susone w bratrule drobne gruszki lub śliwki)

Zamiast kluzek podawano też kartofelzalat,

Żur a bania to śląskie dwa dania.

Prawdziwy żur kisi się w małym boncloku ze śrotki (grubo mielona mąka żytnia) warzy się też żur z kiszki i z maślonki (kwaśne mleko i maślanka), z kwaski, z wody z kiszonych ogórków itp. zagęszczony mąką pszenną, pomaścić żur można łojem, szpyrkom ze skwarkami, szpyrkom z przybronoconom cebulom a ostatnio najczęściej masłem, żur może być z wkładką- warzone jajko albo knobloszka abo inny woszt pokroty abo w całości.

Słatczyna- jadło się po robocie na polu, sadzenie ziemniaków itp.

Kawa (zbożowa) z mlykiem. Kiedyś kawa to była zbożowa, czasem palona samodzielnie na patelni, kawa prawdziwa to była bonkawa, obecnie częściej pije się prawdziwą i mówi po prostu kawa, która może być parzona w szklonce abo szolce, z eksprsu abo rozpuszczalka.

Ciemne piwo z podpiwku można było uwarzyć samemu i rozloć do piwiorek trzeba było jednak uważać przy otwieraniu butelki, żeby go nie poszolątać bo wtedy więcej piwa było na gipsdece niż we flaszce.

Lukrecyjo specjał który jedni uwielbiają inni nie znoszą.

Świniobicie u babci.

Świniobicie to było ruchome święto którego nie ma w kalendarzu najczęściej występowało na jesień kiedy wieprzek był odchowany i nie było już upałów, wyroby i mięso można było dłużej trzymać, trzeba pamiętać , że kiedyś nie było lodówek i zamrażarek.

Zbijaniem zajmował się masorz, u babci zbijoł ujek Johann wprawdzie nie był masarzem tylko mularzem, ale w razie potrzeby potrafił też zrobić okna czy drabina, a w razie potrzeby zabić świnia i narobić krupniokow, żymlokow, preswosztu, leberwosztu i co tam jeszcze się przy świniobiciu robi. Podział ról/zadań był już ustalony wcześniej, mnie przypadło fyrlanie krwi rogolką żeby nie stęgła.

Specjalnym daniem z tej okazji był welflajsz dzieci jadły go z chlebem i musztardą dorośli jeszcze popijali gorzołką. Krupnioki i żymloki były w szczewach, a co się nie zmieściło było luzem, takie surowe luźne krupnioki i żymloki oraz zupa ze świniobicio

roznosiło się sąsiadom, a kiedy łoni zbijali odwzajemniali się tym samym.

Mięso musiał zbadać flajszbyszałer (weterynarz) i można je było wędzić, zaprawiać do krałzy itd.

Bonclok stoi dziś u nas w przedpokoju a w nim sztuczne kwiatki, kiedyś kisiło się w nim ogórki, przechowywało mlyko na kiszka, abo uskwarzono szpyrka.

Jadłospis

Poniedziałek:

Śniadanie: chlyb ze szpyrką, kiszony ogorek, tomata, kawa z mlykiem

(kawa w tym wypadku zbożowa)

II śniadanie: chlyb ze szpyrką i dwa japka (płonki)

Obiad: zupa z oberiby, kartofle, mięso świńskie z zołzom, kapusta zasmażano z    czoskiem, kompot z pieczek.

Podwieczorek: bon kawa i kołocz

Kolacja: kakałszale z mlykiem, chlyb z masłym, marmolada abo powidła.

Wtorek:

Śniadanie: żymły z masłym i hałskyjzom abo szmyrkyjzom, kawa z mlykiem

II śniadanie: kołoczyki łod piekarza

Obiad: zupa świńsko z kartoflym, kartofle sztamfowane ( jak ktoś woli zimioki- to proszę bardzo) mięso łowięzie z zołzom, mizeria, kompot z krałzy wiśniowy

Podwieczorek: bonkawa abo tej i kyjzytorta

Kolacja: chlyb z leberwosztym i preswosztym

Środa:

Śniadanie: grzoty woszt (ślonski abo frankfuterki abo knobloszka-parowki) kiszony ogorek,             chlyb i tej abo czorno kawa

II śniadanie: żymły z leberwosztym

Obiad: zupa fondzolowo- jeżeli komuś się wydaje za bardzo ańfachowo może się uwarzyć griechische Bohnen Suppe, karminadle, kartofle sztamfowane, przypieczony blumkol, kompot z krałzy

Podwieczorek: krupnioki ze świniobicio z chlebym i tej z cytronom

Kolacja: ajerkuchy i kakało na mlyku

Czwartek:

Śniadanie: chlyb z wyndzonkom i siekanom cebulom do tego tej abo czorno kawa

II śniadanie: chlyb ze szpyrkom, tomaty, kiszony ogorek, tej

Obiad: zupa z krupami, katofelzalat, kotlet świński z kościom abo bez (dzisiaj można go zastąpić kotletem z piersi kurczaka lub indyka) ogorek kiszony, kompot z banie

Podwieczorek: chlyb z masłym, syr bioły ze sznytlokiem, radiski, kawa z mlykiem

Kolacja: bratkartofle i brołtzupa

Piątek:

Sniadanie: smażonka, żymła abo chlyb, kawa z mlykiem

II śniadanie: żymła z hekerle (pasta ze śledzia i warzonego na twardo jajka), tej

Obiad: żur z kartoflami (jak ktoś chce może jeszcze na drugie zjeść kartofle z brateringiem)

Podwieczorek: żymła abo linga abo plecionka z masłym, tej z feferminice

Kolacja: ślydź z biksy w łoleju abo w tomacie, chlyb abo żymła, tej z pokrziwy

Sobota:

Śniadanie: hawerfloki na gęsto z masłym

II śniadanie: chleb z masłym, branszwajger, tomata, kiszony ogorek, tej abo czorno kawa

Obiad: zupa ze sznitbołnow, kartofle, mienso świńskie z zołzom, bioło kapusta, kompot z pieczek, puding szekuladowy

Podwieczorek: bonkawa, kreple

Kolacja: galert, chlyb, tej

Niedziela:

Śniadanie: frankfuterki grzote abo knebloszka, kiszony ogorek, tomaty chlyb abo żyma, tej

II śniadanie: bonkawa, kołocz z jabkami

Obiad: nudelzupa z kury, kluski biołe i czorne, rolada łowienzio, zołza, modro kapusta, kompot z krałzy mogą być wiepszki, wiśnie, ajerflałmy  abo johanysbery

Podwieczorek: bonkawa, tortynsztik, fyrzichy, apluzyny

Kolacja: linga, masło ruby woszt, preswoszt, szinka, tomaty, tej z cytronom

I to byłoby tyle, do tego można jeszcze dodać soft jaki kto lubi albo mineralwaser abo piwo do woli.

Krzysztof Gilecki

Dobry je żur

środa, Grudzień 9th, 2009

Dobry je żur żyniaty, jeszcze lepszy z „deptanymi” kartoflami ale takigo jak warzom moj Tacik na świynta Wielganocne toście jesce niy jedli!

Niyjedyn z Wos na pewno zacznie sie śmioć Jak to żur? Ano żur, ino taki kiery niy mo nic spolnego ze żurym, kiery warzicie na beztydziyń.

Żur tyn warzi zawsze moj Tacik. Bo tyż łon ta tradycjo wynios ze swojigo domu. Jego Matula ze swojigo itd., itd… Zresztom żur Jego Matuli, a moji Omy Jadwigi (kero żyli dziewiyńdziesiont łoziym rokow!) zawsze smakowoł nojlepi.

Tak po prowdzie warzynie wielkanocnego żuru Oma zaczyna­li już we wtorek w Wielkim Tydniu. Wtedy to nastawiali zakwas na żur. Bo tyż niy boło lepszego żuru jak ze swojigo zakwasu. A kisiyli go na łokrongło. Resztka zakwasu (Oma nazywali go żurokiym) zawsze stoła w kamionkowym boncloku we zimny piwnicy. We Wielgi Wtorek Oma zalywali żurok letniom, przewarzonom wodom, wsypywali żytniyj śrotki żurowy, wciepywali 5-6 zombkow cosku i stowiali to (przikryte płotnym) wedle pieca we kuchni. We Wielko Sobota zakwas boł gotowy.

Samo warzynie żuru zaczynało się w Wielgo Sobota, w połednie. Do wielkigo kastrola Oma wciepowali surowo, wyndzono szynka (ze swojskigo świniobicio ale to tymat na inno łopowieść) i zalywali wodom. Warzoło się to tak dugo wiela szynka wożoła (na przikłod 5 fontow szynki – 2,5 godziny warzynio). Pod koniec warzynio wciepywali jeszcze kranc wusztu (tyż swojskigo). Nawet się niy forsztelujecie jak to woniało! Zanim się to warzoło Opa Franc brali  ryczka, tarło i szli na plac, do lałby, trzić korzyń chrzanu. Zaś Oma warzyli jajka na twardo. Po łodcedzyniu szynki wywar musioł zawrzić i wtedy wlywali do niego za­kwas. Bulkało się to bez pora minut, a woniało we cołki chałupie (i niy ino) bez cołki dziyń. Do gotowego żuru Oma wciepowali pokrono we kostka szynka, wuszt i jajka (żodnych kartofli!). Doprawiali solidnom porcjom świyżo utartego chrzanu, pieprzym, solom i maggi. I tak stoło to do Wielki Niydzieli. Wierzejcie mi: niy ma lepszego żuru jak tyn! Żur tyn mioł jedna ciekawo właściwość. W miara jedzynio w gorku żuru niy ubywało. Powiycie niy możliwe. A jednak. Kożdy broł ino same gynste, „woda” łostowała zaś Oma co chwila dokrowała konski szynki, wusztu i jajek tak co durch boło pełno!

I tak do dzisioj, jak kiedyś Oma, co roku na świynta, tak mój Łojciec, warzi tyn świonteczny żur. A choć ani szyn­ka, ani wuszt, ani nawet jajka niy som już swojskie to wierzcie mi, że na samo jego spomniynie ślinka płynie mi bo brodzie. Zresztom jak by­ście go roz popróbowali to innego już niy bydziecie chcieli jeś.

A pamiyntejcie tyż co stareś¶lonskie przisłowie prawi „Pamiyntej Synek: że ze żuru chop jak z muru!”.

Pyrsk!    [kotuś]

Krzysztof G – Kuchnia ślonsko–bez lato

poniedziałek, Listopad 9th, 2009

Łaziska Górne 7 lipca 2006

Kuchnia ślonsko – bez lato (kuchnia śląska latem)

Momy lato, kwitnom i woniajom lipy, niydowno łokwitły akacje.

Kiedyś somsiod Sładek urzinoł nom asta ze lipy, i z tej asty łobierało sie kwiotki, kiere suszyło sie na tyj. Idzie tysz nazbiyrać dziurawca, abo feferminice i nasuszyć sie na zima. Mom feferminica na łogrodku to sie urwia pora prontkow i zaleja we zbonku wrawom wodom, i mom co pić na tyn wor (30 st. C). Taki tyj idzie pić gorki, zimny, słotki, abo bez cukru jak ta kto woli.

Chciołech zaczonć od jodła, a wyszło łod picio, bo tysz przi takich hycach bardzij chce sie pić niż jeść.

Z domu pamiyntom, jak mama nazbiyrała jagod we lesie, to potym warzyła kluski na parze i na łobiod mieli my kluski na parze z jagodami.

Nelka warzy kluski na parze dość czynsto i jymy je z cukrym i z masłym.

Szwagier Józek zaś jodoł kluski na parze polote żodkim pudingym.

Na łogrodku momy świyrzo gymiza, marekwia, blumkol, oberiba, koperek, szałot i to wszystko tysz sie szykuje do jodła. Ajntopf z gymizy to tysz dobre jodło, kiere styknie na cołki łobiod.

Zacznymy od zupy ze oberiby, gynsto zupa ze zasmoszkom do tego sznita chleba suchego, abo z masłym i już człowiek je pojedzony.

Nastympny łobiod gymizyzupa, młode kartofle ze koperkiym, abo sznitlokym, ku tymu ciaperkapusta (młodo kapusta je tako zowcito (wodnito) że trza do nij dać zasmoszka, abo posztamfowane kartofle do tego karminadle, abo warzone żeberka, pieczyń świńsko, abo łowiynzio, kotlety, abo co tam komu smakuje. Dzisioj u masarza idzie wybrać na co kto mo smak. Zamias ciaperkapusty dobro tysz je na te hyca mizeria, idzie przipiyc na maśle blumkol, idzie pokroć tomaty ze siekanom cebulom, abo ze zielonom cebulom (szczypior), abo ze sznytlokym.

Tera som modne surowki, idzie je zrobić ze młodej kapusty, kapusty pekińskiej, zielonego szałotu ańfachowego, abo lodowego, ozdobnego, abo jaki tam jeszcze wyrośnie, do tego trza potrzić marekwia, pokroć na małe konski radiski i dodać prziprawy. Mie tysz bardzo smakujom sznitbołny, polote masłym rostopionym.

Gymiza idzie tysz jeść na śniodanie, abo na wieczerzo. Tomaty idzie pokroć na chlyb z masłym, abo ze szpyrkom, posuć siekanom cebulom, abo sznytlokiym i już jymy. Ze tomatow mogymy tyż zrobić roztomańte sałatki, z tomatami możno tysz zrobić smarzonka, najprzod przipiekomy na tłuszczu pokrote tomaty, potym dodowomy do tego jajca i miyszomy asz smarzonka je gotowo, ło tym że trza jom posolić to kożdy przeca wiy.

Smarzonka idzie tysz zrobić z grzibami, liszki (kurki), abo maśloki, naprzod przipiekomy grziby, a potym dodowomy jajca i prziprawy.

Żeby babka miała swoje tomaty na zegrodce, dziadek musioł zrobić extra fribet, na flance tomatow, szałotu i tak dali, niy chciało mu sie, buczoł, buczoł, ale pozbiyroł deski, stare fligle z łokiyn i wyszykowoł piykny fribet.

A tomaty sioła jusz bez zima, do krzinki kiero stoła na fynsterbrecie, potym flancowała je do fribetu, abo na grzondka. .

Jak godomy o surowkach to mi sie spomniało, ze kiedyś jadło sie surowo oberiba prosto z grzondki, stykło jom łostrugać scyzorykiym, abo łogryść zymbami, marekwia tak samo, stykło łopłokać, oszkyrtać nożykiym, ziorka zielonego groszku szło zjeść zaro na łogrodku abo na polu.

Bioły syr ze sznytlokym i radiskami, abo z cukrym tysz może być na śniodanie jak i na wieczerzo.

Krzysztof Gilecki

Wodzionka

środa, Listopad 4th, 2009

Przepisy na wodzinka

Wodzionka I

Narychtowanie:

Woda 2 litry, chlyb czyrstwy strzydni 5 sznitków, knóblauch 2-3 zómbki, swojski tuste 8 deka, sól do szmaku.

Knóblauch łoszkrobać (łobrać) i łoztrzić ze solóm, wciepnóńć do wrzawyj wody ze przidowkóm tustego.
Syjmnóńć ze łognia, prziprawić do szmeku.

Skorzij podaniô wciepnóńć rajn pokróny we wyrfle chlyb.

Wodzionka II

Narychtowanie:

Woda 2 litry, czyrstwy chlyb strzydni 4 sznitki, kilo kartofli, jedna mało cebula, knóblauch 3 zómbki, swojski tuste 5 deka, świyżô szpyrka 5 deka, sól do szmeku.

Kartofle łoszpluchtać, łostrugać i uwarzić. Tuste wyskwarzić. Zatym łodcedzić kobzole i usztamfować ze wyskwarzónymi szpyrkami. Wodziónka uwarzić tak, jak we piyrszym zakónie. Usztamfowane kartofle wrajzić do głymbokich talyrzy i zrobić śnich szpicaty kyjgel, zalôć wrzawóm zupóm.

Wodzionka ze masłym

Narychtowanie:

Woda 2 litry, knóblauch 2-3 zómbki, chlyb strzydni 4-5 sznitków, masło 7 deka.

Woda zawarzić ze solóm i masłym, wciepnóńć łozetrzity knóblauch ze solóm i syjmnóńć ze łognia.
Chlyb pokroć na wyrfle i wciepnóńć rajn do zupy.

Podôwać na gorko.

Wszystkie elementy graficzne, zdjyncia i teksty som chronione prawym autorskim należoncym do ich autorow!!!