Grudzień, 2009

...now browsing by month

 

Śląska kuchnia na święta i na beztydzień.

środa, Grudzień 23rd, 2009

Śląska kuchnia na święta i na beztydzień.

Kuchnia była kiedyś na Górnym Śląsku najważniejszym pomieszczeniem w domu  tu skupiało się życie całej rodziny. Czasem było to jedyne ogrzewane zimą pomieszczenie w całym domu.

Kuchni, którą zamierzam opisać już nie ma, murowany budynek w którym się mieściła został rozebrany kilka, a może kilkanaście lat temu.

Tu się warzyło (gotowało), prało, biglowało itp.

Wchodzimy do kuchni, po lewej stronie w rogu stoi piec kuchenny zbudowany z biołych kachli, przylegający do dwóch ścian na wierchu blacha gusowo (żeliwna), nad blachą dwa rzędy kafli, żeby się ściana nie fifrała, na ścianie nad piecem na specjalnym wieszaku pokrywki od największej do najmniejszej, obok romka z porcelanowymi pojemnikami na sól, cukier, mąkę, z niemieckimi napisami, niżej ręczny młynek z wygiętą korbką i porcelanowym pojemnikiem na którym wymalowane były na niebiesko holenderskie wiatraki.

Na blasze stoją gusowe garce emaliowane w pojszczodku (wewnątrz) na nich takie same pokrywki do kompletu, nad wlotem do komina wbudowany żeliwny zbiornik do grzania wody, dookoła blachy mesingowy (mosiężny) pręt na takich samych uchwytach. Pod blachą palenisko, a pod nim popielnik z dźwierkami do jednego i drugiego, z drugiej strony pieca bratruła. Przy drzwiczkach do pieca konkastla a nad nią wiszą na hoczykach: hok, łopatka i śmiatek, koło konkastli stała chyba jeszcze ryczka (niski taboret) – wywrócona do gory szłapami ryczka mogła służyć do jazdy po delowce małym dzieciom. Stąd powiedzonko „pojedziesz ryczkom pod łożko”.

Obok pieca i konkastli drzwi do izby, a konsek dalej leżanka.

Na ścianie nad leżanką wisiała makata, która oprócz ozdoby zabezpieczała ścianę przed wycieraniem farby, a zimą izolowała od zimna- ściana nie ziombiła, na leżance można było poleżeć albo posiedzieć, często spały tu po połedniu małe dzieci na oku mamy lub omy czy też odpoczywał gospodarz po robocie. Po prawej stronie leżanki było okno na plac, a w kolejnym rogu kuchni stoł bifyj przy bifeju dźwierze do spiżarki w ostatnim rogu stoł kochtisz i tak objechali my cało kuchnia dookoła nie ruszając się z miejsca od dźwierzi. Na pojszczodku stoł na beztydzień przykryty  ceratom na niedziela heklowanym serwetym i stołki nad nimi lampa z blaszaną osłoną i porcelanowym elementem do obniżania i podnoszenia lampy.

U ciotki Wandy na stole kuchennym była biała marmurowa płyta.

Pod nogami była podłoga z heblowanych niemalowanych desek. W izbach delowka była często malowana ylfarbom (farbą olejną) najczęściej na czerwono zanim nastał jasny orzech, wykładziny, panele itp.

Kuchnia czasem dzieliła się na właściwą kuchnię i na brudną ulokowaną w budynku gospodarczym zwaną waszkuchnia, waszkicha, ciaper kuchnia, ciapersztuba, ciaprowa, parzok w której warzyło się dla gowiedzi i robiło pranie, w balii na waszbrecie- zaś płatki mydlane robiło się strugając szare mydło nożem na drobne wióry.

Dania w kuchni śląskiej na Wielgie Świenta.

Kołocz

Szykowanie do Świąt zaczynało się od kołocza, piekorz zapowiadoł wcześniej kiedy bydzie piekł kołocze i na tyn czas należało kołocz przyszykować. Blachy z surowym kołoczym wiozło się na sonkach, wozku, na tragaczu albo niosło pod parzą (żeby komuś nie przyszło do głowy, że surowy kołocz niosło się pod pachą jak zwiniętą gazetę wyjaśniam- blachę z kołoczym jedną stroną opierało się o biodro, a z drugiej strony trzymało dłonią) od piekarza tak samo, ciepły kołocz tak wonioł (pachniał), że dzieci nie miały cierpliwości donieść go do domu, szkubały go od skraja albo wydziubywały posypki. Piekło się też plecionki z makiem lub cynamonem, oraz rolady z makiem.

Kołocz piekło się z makiem, serem a czasem jeszcze z marmoladą, było to danie na wielkie święta Boże Narodzenie, Wielkanoc, Pierwszą Komunię czasem odpust. Dziś kołocz u piekarza piecze się jeszcze rzadziej bo tylko na wesele. Moda na pieczenie kołocza skończyła się gdy pojawiły się prodiże, baby piekły babki itp. wypieki w domu.

Dziś żona piecze w piekarniku kołocz z jałkami lub z samą posypką, jest pyszny i szybko znika, ale nie jest to, to samo co kołocz weselny upieczony w piekarni.

Kołocz można dzisiaj dostać (kupić) w cukierniach, piekarniach a nawet w sklepach spożywczych w sznytkach lub na woga, też przeważnie bardzo smaczny.

Boże Narodzenie. Szczególnie uroczyście obchodzona jest Wilijo, na kolację (obiado- kolację) przygotowuje się i podaje potrawy których nie widzimy przez cały rok.

Przede wszystkim jest to karp pieczony lub filety, śledzie opiekane w zalewie octowej (brateringi), śledzie w śmietanie, ziemniaki z masłem (sztamfowane)

Kapusta z grzybami

Kompot z banie, kompot z pieczek, teraz Nelka podaje fyrzichy z biksy

Makowka to żymły, mak mielony i gotowany z mlekiem i bakaliami (zamiast bułek może być sztrucla (plecionka, chałka) lub cwibak (sucharki) jak kto lubi.

Moczka warzy się z kompotow: jabłkowego, śliwkowego, z suszonych śliwek do tego dodaje się specjalny piernik świąteczny, orzechy włoskie i laskowe, rodzynki itp. Niektóre gospodynie gotują moczka na wywarze z karpia, inne zagęszczają ją zasmarzką, ludzie mają różne smaki i przyzwyczajenia.

Takie specjały jak konopiotka i siemieniotka jedni nie wyobrażają sobie bez nich Świąt, innym nie przechodzą przez gardło.

Wielkanoc poprzedza Wielki Piątek, a więc ścisły post, dziś je się po prostu dania bezmięsne, pamiętam z dzieciństwa, że u ciotki Wandy w Grobnikach jadłem na śniadanie słonego śledzia z beczki i pelkartofle (ziemniaki w mundurkach) i to było wszystko na cały Wielki Piątek.

Na Wielkanoc daniem szczególnym jest biała kiełbasa na śniadanie świąteczne i gotowane na twardo jajka, po ugotowaniu moczom sie w zalewie przygotowanej z łupin cebuli i kminku,

Poza tym dania jak na niedzielę, plus kołocz z syrem i z makiem, torty z kremem lub bitą śmietaną, galaretki owocowe i tym podobne szpajzy.

Kruszonki służą przede wszystkim do ozdoby, ale można też je zjeść podczas świąt lub po świętach.

Kiedyś wypiekało się w specjalnych rozbieralnych formach baranki i zajączki lukrowane lub obsypane pudercukrem ozdabiały wielkanocny stół.

Kluski, rolada i modro kapusta do tego zołza

- to najbardziej znane śląskie drugie danie, poprzedza je nudelzupa z kury, a do kompletu należy jeszcze kompot, często z krałzy (słoika) zaprawiany z wiśni, cześni, wiepszkow, johanysberow, jabłek zimą z banie (dynia) albo pieczek (susone w bratrule drobne gruszki lub śliwki)

Zamiast kluzek podawano też kartofelzalat,

Żur a bania to śląskie dwa dania.

Prawdziwy żur kisi się w małym boncloku ze śrotki (grubo mielona mąka żytnia) warzy się też żur z kiszki i z maślonki (kwaśne mleko i maślanka), z kwaski, z wody z kiszonych ogórków itp. zagęszczony mąką pszenną, pomaścić żur można łojem, szpyrkom ze skwarkami, szpyrkom z przybronoconom cebulom a ostatnio najczęściej masłem, żur może być z wkładką- warzone jajko albo knobloszka abo inny woszt pokroty abo w całości.

Słatczyna- jadło się po robocie na polu, sadzenie ziemniaków itp.

Kawa (zbożowa) z mlykiem. Kiedyś kawa to była zbożowa, czasem palona samodzielnie na patelni, kawa prawdziwa to była bonkawa, obecnie częściej pije się prawdziwą i mówi po prostu kawa, która może być parzona w szklonce abo szolce, z eksprsu abo rozpuszczalka.

Ciemne piwo z podpiwku można było uwarzyć samemu i rozloć do piwiorek trzeba było jednak uważać przy otwieraniu butelki, żeby go nie poszolątać bo wtedy więcej piwa było na gipsdece niż we flaszce.

Lukrecyjo specjał który jedni uwielbiają inni nie znoszą.

Świniobicie u babci.

Świniobicie to było ruchome święto którego nie ma w kalendarzu najczęściej występowało na jesień kiedy wieprzek był odchowany i nie było już upałów, wyroby i mięso można było dłużej trzymać, trzeba pamiętać , że kiedyś nie było lodówek i zamrażarek.

Zbijaniem zajmował się masorz, u babci zbijoł ujek Johann wprawdzie nie był masarzem tylko mularzem, ale w razie potrzeby potrafił też zrobić okna czy drabina, a w razie potrzeby zabić świnia i narobić krupniokow, żymlokow, preswosztu, leberwosztu i co tam jeszcze się przy świniobiciu robi. Podział ról/zadań był już ustalony wcześniej, mnie przypadło fyrlanie krwi rogolką żeby nie stęgła.

Specjalnym daniem z tej okazji był welflajsz dzieci jadły go z chlebem i musztardą dorośli jeszcze popijali gorzołką. Krupnioki i żymloki były w szczewach, a co się nie zmieściło było luzem, takie surowe luźne krupnioki i żymloki oraz zupa ze świniobicio

roznosiło się sąsiadom, a kiedy łoni zbijali odwzajemniali się tym samym.

Mięso musiał zbadać flajszbyszałer (weterynarz) i można je było wędzić, zaprawiać do krałzy itd.

Bonclok stoi dziś u nas w przedpokoju a w nim sztuczne kwiatki, kiedyś kisiło się w nim ogórki, przechowywało mlyko na kiszka, abo uskwarzono szpyrka.

Jadłospis

Poniedziałek:

Śniadanie: chlyb ze szpyrką, kiszony ogorek, tomata, kawa z mlykiem

(kawa w tym wypadku zbożowa)

II śniadanie: chlyb ze szpyrką i dwa japka (płonki)

Obiad: zupa z oberiby, kartofle, mięso świńskie z zołzom, kapusta zasmażano z    czoskiem, kompot z pieczek.

Podwieczorek: bon kawa i kołocz

Kolacja: kakałszale z mlykiem, chlyb z masłym, marmolada abo powidła.

Wtorek:

Śniadanie: żymły z masłym i hałskyjzom abo szmyrkyjzom, kawa z mlykiem

II śniadanie: kołoczyki łod piekarza

Obiad: zupa świńsko z kartoflym, kartofle sztamfowane ( jak ktoś woli zimioki- to proszę bardzo) mięso łowięzie z zołzom, mizeria, kompot z krałzy wiśniowy

Podwieczorek: bonkawa abo tej i kyjzytorta

Kolacja: chlyb z leberwosztym i preswosztym

Środa:

Śniadanie: grzoty woszt (ślonski abo frankfuterki abo knobloszka-parowki) kiszony ogorek,             chlyb i tej abo czorno kawa

II śniadanie: żymły z leberwosztym

Obiad: zupa fondzolowo- jeżeli komuś się wydaje za bardzo ańfachowo może się uwarzyć griechische Bohnen Suppe, karminadle, kartofle sztamfowane, przypieczony blumkol, kompot z krałzy

Podwieczorek: krupnioki ze świniobicio z chlebym i tej z cytronom

Kolacja: ajerkuchy i kakało na mlyku

Czwartek:

Śniadanie: chlyb z wyndzonkom i siekanom cebulom do tego tej abo czorno kawa

II śniadanie: chlyb ze szpyrkom, tomaty, kiszony ogorek, tej

Obiad: zupa z krupami, katofelzalat, kotlet świński z kościom abo bez (dzisiaj można go zastąpić kotletem z piersi kurczaka lub indyka) ogorek kiszony, kompot z banie

Podwieczorek: chlyb z masłym, syr bioły ze sznytlokiem, radiski, kawa z mlykiem

Kolacja: bratkartofle i brołtzupa

Piątek:

Sniadanie: smażonka, żymła abo chlyb, kawa z mlykiem

II śniadanie: żymła z hekerle (pasta ze śledzia i warzonego na twardo jajka), tej

Obiad: żur z kartoflami (jak ktoś chce może jeszcze na drugie zjeść kartofle z brateringiem)

Podwieczorek: żymła abo linga abo plecionka z masłym, tej z feferminice

Kolacja: ślydź z biksy w łoleju abo w tomacie, chlyb abo żymła, tej z pokrziwy

Sobota:

Śniadanie: hawerfloki na gęsto z masłym

II śniadanie: chleb z masłym, branszwajger, tomata, kiszony ogorek, tej abo czorno kawa

Obiad: zupa ze sznitbołnow, kartofle, mienso świńskie z zołzom, bioło kapusta, kompot z pieczek, puding szekuladowy

Podwieczorek: bonkawa, kreple

Kolacja: galert, chlyb, tej

Niedziela:

Śniadanie: frankfuterki grzote abo knebloszka, kiszony ogorek, tomaty chlyb abo żyma, tej

II śniadanie: bonkawa, kołocz z jabkami

Obiad: nudelzupa z kury, kluski biołe i czorne, rolada łowienzio, zołza, modro kapusta, kompot z krałzy mogą być wiepszki, wiśnie, ajerflałmy  abo johanysbery

Podwieczorek: bonkawa, tortynsztik, fyrzichy, apluzyny

Kolacja: linga, masło ruby woszt, preswoszt, szinka, tomaty, tej z cytronom

I to byłoby tyle, do tego można jeszcze dodać soft jaki kto lubi albo mineralwaser abo piwo do woli.

Krzysztof Gilecki

Bioly oplatek

środa, Grudzień 23rd, 2009


Bioly oplatek

W drzoncych rynkach matki

Lza przeboczynio

Co z milosci plynie

Swieca plononco

Na Bozym Oltorzu

Fatrowe dlonie spracowane

Rzykanie

I twarze dziecek

Niewinnych jak ptoszki

Oto nadzieja naszego Betlejem.

Nowonarodzony Panie

Przijdz do naszyj krzinie

Jak przichodzi sloneczko

I jak spado rosa

Jak zstempuje milosc

Niech Twoje imie

Panuje miendzy nami

Niech Twoji Prawo

Rzondzi krolestwem ludzi.

O śląskich Pieronach

środa, Grudzień 23rd, 2009

O śląskich Pieronach

Do Slązakow przylgnęło słowo: Pieron. W Polsce mówi się: ”To są pierony ślaskie”, ”znów te pierony przyjechały”. Sami Ślązacy, słysząc to nie sprzeciwiają się temu – ba! – w piosence spiewają sami o sobie: ”Jam śląski pieron spod Bytomia”. Okreslenie”pieron” przyjmowało tu różne znaczenia. Dawniej było przekleństwem. Jeśli ktoryś z naszych ojców w gwarze zaczął pieronować – matki mówiły: Przestoń przeklinac, bo z dna piekielnego nie wyjdziesz… lub Jak ty przed tymi dzieciami wyglądosz, Boga się nie boisz. Młode pokolenie Ślązaków coraz rzadziej mówi: – Pieronie. Przeszło na bardziej soczyste przekleństwo, zaczynające się na literą ”k”. Pamiętając dawniejszy język górników np. oczekujących na zjazd na dół, czy wyjazd z kopalni, grających skata słyszy się jeszcze:

–       Na pierona mi to (po co mi to). –

–       A pieron go tam wie (nie wiem, nie wiem, co o tym sądzić, kto go tam zrozumie)

– Co za pieron z niego (jaki to mądrala, cwaniak, oszust)

–       Kii, pieron…

–       Pieron na pieronie nie pozostanie (wszystko zaniknie, nic nie pozostanie wszystko zostanie zburzone, zniszczone)

–       Za pierona tego niy znojdziesz.

– Kaj go tam pieron poniosł (kto mu tam kazał iść, jechać).

–       Pieron by mi kozoł (nikt mnie do tego nie zmusi).

–       Niech go pieron trzasnie…

W wypowiedziach dawnych górników była również używana forma – ”pieronek”, odnosząca się głównie do małych chłopców: – To ci pieronek (mądrala, chytrusek, cwaniaczek). – Jak jo tego pieronka chyca… Stosowana była także forma przymiotnikowa – pieroński, pierońska, pieronskie w sensie zły, zła, złe np. pierońskie porządki (złe porządki), pierońsko pogoda (zła pogoda), pieronskie czasy (złe czasy). Rzadko spotykało się formę żeńską w sensie: pieronica. Mówiło się raczej: – Mom pierońsko baba – czyli kobietę żandarma, baba Herod. Osoby wymawiające ”pieronie” (nie w złości) nie przywiązywali do tego specjalnej wagi. Nie używający tego zwrotu odbierali to natychmiast jako drażniące ucho przekleństwo. Kiedyś w Lędzinach ksiądz chodzący po kolędzie został powitany przez gospodarza: – Szczęść Boże, farorzyczku. Witom wos piyknie… Ale, pieronie nie łotrzepujcie tak tego śniegu z butów, ino wchodźcie! – Gospodarzu, nie przeklinajcie – zauważył ksiądz. – Przeca jo, pierona nie klna…

Dialog ten w pełni oddaje znaczenie słowa ”pieron” dla mowiącego i słuchającego. Należałoby się głębiej zastanowić, skąd tyle tych ”pieronow”, tyle ”pierońskich” określeń u Ślązaków? Polak w przypadku, gdy zostanie zaskoczony wiadomością, której się nie spodziewał, lub która go wprowadziła w zdumienie mówi:

–       0 mój Boże! lub krótko: – 0 Boże! To samo czynią inne nacje.

–        Niemiec mówi: – Mein Gott!,

–       Francuz: – Nom de Dieu, Mon Dieu,

–       Włoch: – Dio mio, Ślązak zaś: – 0, pieronie! Wytłumaczyc to można następująco. Dlugo przez przyjęciem chrześcijaństwa przez Polske, na terenach zamieszkiwanych przez plemiona słowiańskie oddawano cześć bożkom. W pasie ciągnącym się od Czech, przez Śląsk, tereny górnej i środkowej Łaby, obszary związane z Odrą, Pomorze z Zachodnie po wyspę Rugię zamieszkiwali Słowianie Zachodni, Slęzanie, Serbołużyczanie, Obodryci. Plemiona te oddawały cześć Perunowi, bogowi piorunów i grzmotów i władcy nieba. Dla oddawania czci Perunowi wybierano szczególne miejsca: pagórki, wyspy na jeziorach, gaje porośnięte wiekowymi dębami… Najsłynniejszym miejscem na Śląsku była góra Ślęza pod Wrocławiem, od ktorej nazwę przyjął Śląsk. Ślązacy Peruna nazywali ”Piorunem” lub ”Pieronem”. Karol Miarka w ”Górce Klemensowej” napisał:

”Pagórek ten nosił nazwę G6rki Piorunowej, ktorą lud okoliczny za bardzo Świętą uważł, bo na jej szczycie stały posągi dwóch bogów, którym z daleko i szeroko lud składał ofiary. W tej bowiem okolicy panowało bałwochwalstwo. Prawda, że już od dawna, a mianowicie od czasu apostołowania Świętych Cyryla i Metodego – około 870 r. chrześcijaństwo w tej stronie szerzyć się poczynało, ale dopiero w 966 r., gdy cała Polska przyjęła chrzest wtedy i nasza kraina należąca do Polski przyjęła naukę Chrystusa; mimo to jednak w wielu miejscach, mianowicie pomiędzy górami, lasami, jeziorami trwało jeszcze dość długo pogaństwo, zanim zupełnie wykorzenionym zostało. ”

Scalenie państwa w jedną całość przez Mieszka I wraz z przyjęciem chrześcijaństwa przyczyniło się w znacznym stopniu do likwidacji kultów plemiennych. Kosztowało to wiele starań, na przykład organizowanie wypraw misyjnych, które nie zawsze kończyły się sukcesem. Tak zginął na terenie Prus śmiercią męczeńską św.Wojciech podczas próby nawracania plemienia Luciców na wiarę chrześcijańską. Ogniska pogaństwa wśród ludów pogańskich utrzymywały się długo i tam, gdzie nie pomogło słowo, perswazja – stosowano miecz.

Rafał Bula

Zbych – larmo jak pieron

środa, Grudzień 23rd, 2009


W doma jest larmo jak pieron,
Tuste ze szrancka wtos zjod.
Lojciec po raji nos pierom,
A my rycymy, ze kot.
Mamo, jo widziol jak ktos w nocy szol do szrancka,
Mamo, jo  niy wiym czy to bol kot czy to bola wancka,
Wielkie to wyglondalo,
Wielkie kopyta to mialo,
Wielki zezyrok to mialo tyz,
Mamo, to bol straszny zwiyz,
Mamo, jo widziol jak tata szol w nocy tuste brac,
No a teraz, a teraz nos tu bydzie po raji prac.

Zbych


Kalyndorze – Sianko na Wigilijnym

środa, Grudzień 23rd, 2009
Sianko na Wigilijnym stole pod lobrusym to staropolski lobyczaj, znocznie wczsniejszy niz choinka, kiero ponos prziwyndrowala do Polski z Niymiec na przelomie XVIII i XIX wieku i dowanie se prezyntow – pomysl z ubieglego wieku, kiery upowszechnil sie we lokresie miyndzywojynnym.
Kiedys we Wilijo niy ino stol, ale colko izba dekorowano sianym, sloma, snopkami zboz, galynziami swiyrku, sosny abo jodly. czyniono tak na pamiontka narodzin Chrystusa w stajynce.
Ze zdzbel siana wycionganych spod lobrusa wrozyly se panny i kawalery. Zielone zdzblo loznaczalo slub w nojblizsze zapusty; polomane i zbrozowiale-staropaniynstwo abo starokawalerstwo. Ze zdzbla mozno tez bylo wyczytac, jak dlugo i czy zdrowo bydymy zyc.
Oby wasze sianko przynioslo Wom dobro wrozba.
zyczy Wom wszyskim bez wyjontku Hanys
Boze Narodzyni 99r

Kalyndorze – Dorka

środa, Grudzień 23rd, 2009


Dorka.

Dorka to ci byla ale rajcuja. Lona wszystko umiala w smiych lobrocic.
Ale roz… Roz kiejsik chciala gibko kajs zajechac, ale ni miala kola.
Wziyna piyrwsze lepsze spod karczmy i jedzie.
No, ale to byl klonkier, a niy kolo. Ledwie ujechala pora krokow – kopyrt.
Bechla akurat wele milcjanta. Wystraszono, wstaje tym gibym,
trzepie sie z kurzu i pado jakby nigdy nic:
-Widziol pan, jaki jo mom dryg…
-Obywatelko-pado ji milicjant, co jo widziol, to u nos nazywaja dupa niy dryg…
Placicie dwa mandaty: za klamor kolo i dupa golo.
Z kalyndorza gorniczego KWK “Ziemowit” wysznupoł Hanys
Wszystkie elementy graficzne, zdjyncia i teksty som chronione prawym autorskim należoncym do ich autorow!!!