Janusz

Strona główna

 Katowice 04.08.99    

"Wspomnienia z Wełnowca"

Tak sie wspominom Wełnowiec czasem
z lot kiejch boł jeszcze małym mamlasem.

Bez cołko droga, kiejś przeszoł cały
mniejsze i większe familoki stoły.
Na Agnieszce małe, familijne domki.
Na cmentorzu groby przybrane w romki
Kominy cynkowni nom kopciły,
a za tą cynkownią Alpy sie skryły.

Zaś za świętego Józefa Kościołem
górka była, pokryta cołko polem.
Pod Dębem  te pole miało swój kres,
rosły tam żyto, kartofle i łowies.
Wedle żyta buło małe źródełko,
z kierego wody kapało ździebełko.

Rozmaici też byli tu mieszkańcy,
Tomanki, Pucki, Barony, Szafrańscy,
Gacmangi, Celdry, Strzody, Juranki,
Smykały, Nowoki i jeszcze Szramki,
Gawrony, Świeczki i Buzdygonie
i bele jakie kufle i soronie.
Na cołkim słychać buło Wełnowcu
jak sie hahary prali w "Metalowcu".

Bulyta z haźli Strzoda pompowoł,
a tą robotą bardzo się przejmowoł.
Do Juranka to zboże wozili,
bo bardzo dobrze je tam młócili.
Po chleb sie szło do Jorga Gattnara,
co mioł piekarnia, kaj buła fara,
a po mięso szli my z domu skosem,
no i mleczarnia miołech tyż pod nosem.
Szewiec Śniegocki naprawioł buty,
po gazety zaś szołech kole huty.

Teroz na miejscu starych familoków
stoi kupa nowych, betonowych bloków,
w kierych mieszkania są z łazienkami.
Ślązoki tam żyją wroz z gorolami.
Po chlyb sie idzie do pawilonu,
no bo ze sklepem nie znojdziesz już domu.
Blank to inaczej wyglądo teroz,
i w łoku tyż łza się zakręci nieroz.

Stary Wełnowiec Choć łodropany
Niech Będzie zawsze dobrze wspominany. 

Janusz Gacmanga, Katowice, 1986 r.